free counters
Counter
Gazeta Polska w Dublinie
Wszystkich zainteresowanych artykułem zapraszamy do jego ściągnięcia w formacie PDF.
16-17.pdf
Adobe Acrobat Document 2.8 MB

Wszystkich zainteresowanych artykułem zapraszamy do jego ściągnięcia w formacie PDF.

YouGO-Magazine-2012-01.pdf
Adobe Acrobat Document 10.4 MB

 

     Kurier


             Lubelski


 

PIERWSZY RADIOWY WYWIAD Z ADVENTURE HUNTERS

.

.

 

 

        

      Cogito

 

                                                                                                                                                                                .

,,Szukam kumpla na wyprawę. Kierunek nieznany. Data powrotu nieokreślona”- Czemu by nie? To była pierwsza myśl, gdy przeczytałem ogłoszenie o takiej treści na jednym z turystycznych portali- wspomina Jacek. Odpisał. I tak zaczęła się jego podróż z Rzepą.

Miałem ogromną ochotę na wyprawę-zaczyna swoją opowieść Krzysiek, nazywany Rzepą. Już skończyłem szkołę, jeszcze nie założyłem rodziny-to dobry czas na wyjazd. Wiedziałem tylko, że chcę jechać daleko i na długo, natomiast nikt z moich znajomych nie chciał ruszyć ze mną. Dla nich to było za daleko i za długo-śmieje się Rzepa.

Wrzucił do Internetu ogłoszenie o poszukiwaniu współtowarzyszy wyprawy, odpowiedziało 9 osób. Jednak, wraz ze zbliżaniem się terminu wyjazdu, każdy po kolei rezygnował. W końcu zgłosił się Jacek.

-Oczywiście, że pamiętam pierwsze spotkanie z Krzyśkiem- wspomina.-Przyjechał na motorze, ubrany w skórzany kombinezon, uczesany w kucyka-Jacek uśmiecha się na tamto wspomnienie.-Pomyślałem: ,,Może takim ludziom właśnie udaje się spełniać rzeczy niemożliwe?”.

-Jacek zrobił na mnie wrażenie osoby bardzo zrównoważonej i uporządkowanej-wspomina z kolei Krzysiek. -Może nawet za bardzo uporządkowanej. Postanowiłem jednak spróbować. Myślałem, że tak naprawdę niewiele ryzykuję. Najwyżej nie dogadamy się i rozstaniemy. A ja bardzo już chciałem gdzieś wyjechać-podsumowuje Krzysiek.

-Właśnie-dodaje tylko Jacek.

Wybór padł na Amerykę Południową.-Chcieliśmy objechać ją dookoła. Powrót? Za jakieś pół roku-mówią Krzysiek i Jacek.

 

Dwa są życia sposoby.

 

-Pierwsze 3 tygodnie były sielanką-wspomina Jacek.- Skok do ciepłej, choć jesiennej, Hiszpanii, później Portugalii. A potem przelot do jeszcze cieplejszej Brazylii. Tam Copacabana, piękne dziewczyny i caipirinha, czyli brazylijski drink na bazie alkoholu zrobionego z trzciny cukrowej. Żyć, nie umierać!- śmieją się Jacek i Krzysiek. Dodają, że w takiej sytuacji nie było powodów do sporów czy niesnasek. – Trudniej zrobiło się, gdy wyruszyliśmy we właściwą trasę. Zaczął się objazd Ameryki Południowej i szybko uwidoczniły się różnice w naszym podejściu do życia, do podróżowania-mówi otwarcie Jacek. –Ja lubię mieć wszystko przemyślane, przygotowane. Krzysiek jest spontaniczny, poddający się instynktowi, fantazji. Ja unikam niespodziewanych sytuacji. Krzysiek ich szuka i jest przekonany, że zawsze się uda. Przykład? Proszę bardzo-rzuca Jacek.-Bilety autobusowe w Argentynie nie były drogie ale Krzysiek uparł się, że pojedziemy stopem. Tak sobie- dla przygody, fantazji, sprawdzenia. Tymczasem jedynymi istotami, które się zatrzymały przy nas były dwa węże-za najlepsze miejsce na drzemkę uznały plecak Rzepy. Efekt był taki, że po kilku godzinach stania przy drodze, w upale, z poparzoną słońcem skórą, wsiedliśmy do płatnego busa. Inny przykład to droga do Cusco w Peru-opowiada dalej Jacek.-Ja bym wsiadł do busa. Krzysiek wolał kombinować-trochę busem, potem na pace pickupa, potem dłuuuugi treking wzdłuż torów kolejowych. Na miejsce docieramy w środku nocy. Inna sprawa, że sam nigdy bym się na taką przygodę nie odważył-przyznaje sprawiedliwie Jacek.-Zdarzyło się, że noc zastawała nas w małych miasteczkach, byliśmy bez szans na nocleg choćby w skromnym hotelu. Wcześniej bym wpadł w panikę, zarażony jednak optymizmem Krzyska, nie wahałem się spać w śpiworze na podłodze dworca autobusowego.

Po chwili zastanowienia Jacek dodaje:

- Zawsze chciałem przeżyć survival. Podróż zKrzyśkiem okazała się właśnie szkołą przetrwania. Przede wszystkim dowiedziałem się wiele o sobie, przekonałem się, że daję radę.

-Co mnie najbardziej zaskoczyło w Jacku? Nadspodziewanie łatwo znosił ciężkie warunki naszej eskapady. Nie były mu straszne karaluchy, które w Urugwaju wpadały nam z sufitu do szklanek. Nie przeraziła go piesza wędrówka przez amazońską dżunglę czy przejście przez rzekę błota w drodze do Machu Picchu. Mnie najbardziej interesują wytwory natury, Jacek lubi podziwiać zabytki historii i kultury. Tylko dzięki jego namowom obejrzałem wykopaliska inkaskie w Peru czy piramidy prekolumbijskie w Boliwii. I nie żałuję-dorzuca z przekonaniem. –Jacek czytał ten swój 300-stronicowy przewodnik po Ameryce Południowej i wyznaczał ramy naszej wędrówki-dodaje Krzysiek. A Jacek mówi w rewanżu: Krzysiek te ramy wypełniał ludźmi, przygodami, nieoczekiwanymi sytuacjami, po prostu kolorem. Siedzimy w przydrożnej knajpce, wychodzę na kilka minut do toalety, wracam, a Krzysiek już kimś gada, mało tego-już jest zaprzyjaźniony! -śmieje się Jacek.- W Urugwaju, dzięki Krzyśka otwartości, poznaliśmy się z Andreą. Jej brat pracował jako gaucho, czyli południowoamerykański kowboj.-Marcelo zabrał nas za miasto, pokazał jak się rzuca lassem i pozwolił nam spróbować.

-Na koniec zrobiliśmy zawody w strzelaniu do pustych butelek. Najbardziej podobało mi się strzelanie z colta-opowiada Krzysiek.

 Podobnie ciekawą przygodę przeżyli na Wsypie Wielkanocnej- Krzysiek zgadał się z dwójką Polaków odwiedzających wyspę-Olą i Włodkiem. Nasi nowi znajomi użyczyli nam swojej łazienki w hotelu, razem wynajęliśmy samochód. Mało tego-właśnie Ola i Włodek odebrali nas, już w Polsce, lotniska i odwieźli do domu.

 

Wspólne ścieżki, trudna droga

 

-Uporządkowanie cechujące Jacka było bardzo przydatne-chwali swego kompana Krzysiek. -Systematycznie, przez całą naszą podróż prowadził bloga. Ja swoją stronę uzupełniałem od przypadku do przypadku. Skutek był taki, że mi wiele rzeczy umknęło. Teraz mogę podglądać zapiski Jacka, przypominać sobie szczegóły, uzupełniać wspomnienia.

-Oczywiście, że zdarzały nam się kłótnie, nawet ciche dni-odpowiadają zgodnie chłopaki-To nieuniknione, gdy przebywa się razem, non stop przez pół roku. Nawet małżeństwa, które chcą spędzić ze sobą wszystkie wolne chwile,kilka godzin dziennie są jednak osobno, w pracy czy na uczelni. My takiej możliwości nie mieliśmy. W pewnym sensie byliśmy na siebie skazani, choć oczywiście wspólna wędrówka była naszą decyzją.

-Ze dwa, trzy razy pojawiła się myśl, by rzucić to wszystko i się rozdzielić-przyznaje otwarcie Jacek. –Na przykład, gdy Krzysiek tak zaprzyjaźnił się z pewną, przesympatyczną zresztą, rodziną w Asuncion w Paragwaju, że spędziliśmy tam trzy tygodnie i jeszcze nie chciał wyjechać. Zawsze jednak zwyciężała myśl ,,wyjechaliśmy wspólnie, wracamy wspólnie”. –W trudnych chwilach robiłem bilans zysków i strat, dobrych i trudniejszych stron wspólnego podróżowania-odpowiada z kolei Krzysiek. W towarzystwie jeździ się przynajmniej bezpieczniej. Można pogadać, podzielić się wrażeniami. Tak jest wygodniej i bezpieczniej.

 W Ameryce Południowej każdą cenę można-i trzeba-negocjować. Na porządku dziennym było, że ja dogadywałem ceny, a Jacek w tym czasie pilnował bagażu-uzupełnia Krzysiek. Czy konfliktów dałoby się uniknąć, gdyby znali się wcześniej, byli kumplami od lat? –Nie-odpowiadają zgodnie.-Każda podróż to zawsze wyzwanie i niespodzianka. Sprawdzian charakterów, umiejętności zawierania kompromisów-mówią zgodnie i z pełnym przekonaniem. –Wcześniej jeździłem z osobami, które dobrze znałem, a i tak pojawiały się problemy i konflikty-uzupełnia Krzysiek. -Wspólna podróż to specjalny czas. To prawdziwy sprawdzian wzajemnych relacji. Zdarza się, że nawet starzy znajomi tego sprawdzianu nie przechodzą.

 Jacek i Krzysiek mówią jednak o sobie ,,szczęściarze” mając na myśli to,że wykorzystując Internet do poszukiwania towarzysza wyprawy, trafili właśnie na siebie.

 

Powrót do rzeczywistości

 

Po ponad sześciu miesiącach podróży wrócili do Polski, do domu.-Dobre jedzenie, wygodne łóżko-przypomina sobie pierwsze wrażenia Jacek.-Jednak po kilku dniach dobrostan zaczął mnie uwierać, pomyślałem: czas rozejrzeć się za pracą i za…kolejną podróżą-śmieje się jak z dobrego dowcipu. Szybko okazało się, że myśli Rzepy popłynęły w podobną stronę. -Zaczęliśmy myśleć o wspólnej-a jakże-podróży. Tym razem do Azji-opowiada Krzysiek.

-Tu znowu uwidoczniły się nasze odmienne pomysły na podróżowanie-śmieje się Jacek. –Jesteśmy zgodni, że tym razem chcielibyśmy mieć własny środek lokomocji. Tylko ja chcę, by była to sprawdzona i niezawodna japońska terenówka, a Krzysiek stawia na rosyjskiego Uaza. Twierdzi, że potrzebny jest nam samochód, który naprawi każdy miejscowy kowal.

-Dogadamy się-co do tego są przekonani. Zastanawiają się, czy nie pojechać większą grupą. Gdzie będą szukać chętnych na wspólną wyprawę? Jak to gdzie? W necie-odpowiadają chórem.

 

                                                                       Ilona Migacz

 

,,I‛m looking for a mate for the expedition. Direction unknown. Return date- undefined”.

Why not?- That what I thought when I read the advertisement of such content on one of the tourist sites- says Jack. I replied.

This was the beginning of his journey with Rzepa.

I had a great willingness for a trip- starts his story Chris, called Turnip.

,, I finished school, I‛m not going to set up home yet- this is the best time to go. I only knew that I wanted to go far away and for a long time”.

But none of my friends wanted to move with me. For them it was too far away and for too long- laughs Chris.

Then I decided to add an advertisement to the internet. I got the respond from people but the closer to the date of departure the more people didn‛t want to go. Finally I received an email from Jack.

,,Of course I remember the first meeting with Chris”- recalls Jack. He arrived on a motorbike, dressed in a leather suit, combed in ponytail- Jack smiles. I thought: Hm…Chris seemes to be a person who knows how to fulfill his dreams. We may be successful.

,,I had the impression that Jacek was a very organized and balanced person. Maybe even too organized. I decided to take a risk”.

I knew there was a little risk because we hadn‛t known before we decided to travel together.  I said: If we don‛t get along we will divide up and we will be travelling separately. And I really finally wanted to put this plan into effect- summarizes Chris.

Exactly- just added Jacek.

Our choice fell to South America. We wanted to go around this continent. Return? In about half a year- say Chris and Jacek.

 

 First three weeks were idillic- mentioned Jacek. We ,,jumped”  into a warm,but autumnal Spain,than Portugal.After that a flight to a warmer Brazil. In Rio de Janeiro Copacabana, beautiful girls and the caipirinha- a Brazilian-based alcohol drink made from sugar cane.  ,,To live, not to die”- they laugh.

 In such circumstances there was no reason for disputes and dissensions. It became more difficuilt when we started ,,the right” journey. We bagan to tour South America and quickly highlighted the differences in our approach to life, to travel-says frankly Jacek.

 I like to have everything thought out,prepared. Chris is spontaneus, he doesn’t plan in advance where to go and what to see. I avoid unexpected situations. Chris always tries to findthem and is always conviced that he will succeed. Example- go ahead-says Jack.

 Bus tickets in Argentina weren’t expensive but Chris insisted on hitchiking. Why? For the adventure, for fantasy. In the meantime the only creatures who stopped and stayed for a while with us were two snakes. For the best place to have a nap they chose Rzepa’s backpack. The effect was that after several hours of standing by the roadside, in the heat, the sun burned our faces, arms and calfs. Finally we boarded the paid bus.

 Another example: the way to Cuzco, Peru- Jack continues his story. If I had been there without Chris, I would have taken a bus. Chris prefeired combined travel- by buses, by cars, than a loooong trekking along the railroad tracks. We arrived in Cuzco in the middle of the night.

 It happened that we found ourselves in small towns. We didn’t have any chances to stay even in a modest hostel. Before this trip began I would panicked in these circumstances. Rzepa’s optimism infected me so I did’t hesitate to sleep in a sleeping bag on the floor of the bus station.

 After a moment of reflection Jacek added:

„I always wanted to experiencesurvival. The journey with Chris turned out to be a school of survival. First of all- I learned a lot about myself,I realized that I could cope with every problem I would have”.

 

What surprised me most in Jacek? He surprisingly easily endured harsh conditions of our escapade. He was not afraid of cockroaches, which- in Uruguay- fell from the ceiling to the glasses while sitting beside the table. He wasn‛t scared, he wasn‛t tired, he wasn‛t complaining walking through the Amazon Jungle or crossing a rapid river of mud on the way to Machu Picchu.

I‛m interested (mostly) in creations of nature.Jacek also likes to admire historical and cultural monuments. If he had not persuaded me I wouldn‛t have seen excavations in Peru or pre-Columbian pyramids in Bolivia for example.

-And I don‛t regret it- he adds with confidence. Jacek read his 300-pages guidebook and set the framework of our journey- added Chris.

In return Jacek says:

-Chris filled this framework with people, adventures,unexpected situations, just with colour.

 We sat in a roadside tavern. I went out for a few minutes to the toilet. What did I see when I came back? I saw Chris talking to some strangers I haven‛t before. What‛s more, he was already one of their friends!- laughs Jacek.

 In Uruguay, by Chris‛s openess, we met up with Andrea. Her brother worked as a gaucho- a South american cowboy! Marcelo took us out of the city, showed us how to throw lasso and let us try it. At the end we organized a competition in shooting to empty bottles.

-Most of all I liked shooting with the original Colt- Chris says.

Similarly interesting adventure Chris and Jacek survived on the Easter Island. At the airport Chris got along with a Polish couple- Ola and Wlodek. Our new friends lent us their bathroom in the hotel. They also rented a car so we could see entire island. What‛s more- Ola and Wlodek picked us up at the airport in Poland and gave us a lift home!

 

 

Common paths, a difficuilt road.

 

 Orderliness characterizing Jack was very helpful- praises his travel mate Chris. Regularly,throughout all our trip,Jack ran and updated his website. I complement my by accident. The result was that I missed a lot of things. Now I can preview the records of Jack to recall details, complete memories.

Of course that happened to us quarrels, even quiet days- say agreably boys. It‛s inavoidable while living together non-stop for half a year. Sometimes I thought that it was much worse than being married. Wifes and husbands don‛t see eachother 24 hours a day, seven days a week. We didn‛t have this option- says Jack. Two or three times came the idea to threw everything and split up- admits openly Jack. For example when Chris met in Paraguay Vivian. We spant over three weeks at her home and Chris still didn‛t want to leave. In the difficuilt moments I was doing the balance of profits and losses, good and bad sides of travelling together- says Chris. Staying together had many adventages. We were feeling safer. What‛s more- we could talk, share experiences. One day we said: We left together so we will come back also together.

In South America every price can be- and should be- negotiated. On the agenda I was negotiating prices while Jack was guarding our baggage- suplemented Chris.

Wheather conflicts could be avoided if they had known earlier, if they had been friends for years? No!- say agreeably Jack&Chris. Every trip is always a challange and surprise. A big test of characters, skills, agreeableness.

Before I travelled with the people who I knew well and it was impossible to avoid misunderstandings and open conflicts- said Chris.

Common trip it‛s a special time. It‛s a real test of the relationship. It happens that even old friends don‛t pass this test.

Jack&Chris say about themselves, however, ,,the fortunate,, They didn‛t know eachother, they knew completely nothing about themselves but they could get along together.